17.11.2017

Kilka słów podziękowań...

 Chyba nigdy w życiu nie byłam tak zadowolona i dumna z siebie, jak po wczorajszym wydarzeniu.
Nadal jestem w ogromnym szoku, emocjach i nie może do mnie dojść, że to się stało...

 Niby dzień jak co dzień, środa, połowa tygodnia, normalny dzień pracy... ale nie dla mnie.
Około południa zrobiłam ładny delikatny makijaż, rozpuściłam włosy, które jak zwykle były upięte w koka, z szafy wyjęłam spódnicę i czarną, ulubioną mojej mamy bluzkę. Zabrałam ze sobą nowe, czarne szpilki i tak wyszłam z domu. Na początku myślałam, że będzie to zwykłe, małe spotkanie. Że będzie garstka ludzi, dlatego się tym nie stresowałam. Dopiero kiedy dotarłam na miejsce,  zobaczyłam dość dużą grupę uśmiechniętych ludzi czekających na to wydarzenie. Weszłam do sali, zajęłam miejsce w drugim rzędzie i wtedy się zaczęło... 

 Nie ukrywając już dłużej, byłam na premierze książki, którą napisało 13 wspaniałych kobiet. Najmłodsza autorka miała trzynaście lat, a najstarsza prawie siedemdziesiąt! Wśród nich byłam również ja... Każda z nas, musiała powiedzieć chociaż kilka zdań od siebie. Siedziałam cichutko, lekko uśmiechając się do każdej osoby która stała na scenie i właśnie przemawiała. Wtedy nastała moja kolej... Trochę zestresowana wstałam ze swojego miejsca i udałam się do mikrofonu.
  Nie potrafię opisać dokładnie jakie emocje mi wtedy towarzyszyły. Był lekki smutek, zakłopotanie, stres, ale było też ogromne szczęście i niedowierzanie.
 Nie mogłam uwierzyć w to, że stałam tam na scenie i przemawiałam do ludzi. Byłam na premierze książki w której też miałam swój wkład.
 Oczywiście nie udało by się to bez kilku... kilkunastu osób. To dzięki nim udało mi się uwierzyć w siebie, pokonać swoje lęki, dziwne urojenia i stanąć przed tak dużą grupą ludzi.

  Dziękowałam wczoraj, na premierze, ale chciałabym zrobić to jeszcze raz. Tu. Również publicznie.
Na samym początku chcę podziękować moim rodzicom i całej rodzinie, za ogromne wsparcie, za pomoc, za to, że nigdy we mnie nie zwątpili,że kochali mnie najbardziej na świecie. Pomimo, że miałam złe okresy, nie słuchałam się, sprzeciwiałam, nie byłam dobra, oni wszyscy zawsze byli i pomimo wszystko chcieli mi pomóc. Dziękuję mojej mamie, tacie, babci, dziadkowi bo to oni bardzo przyczynili się do mojego rozwoju.
 Dziękuję również cioci J, pomimo dużej odległości była przy mnie, nawet myślami. Kiedy przyjeżdżała do Polski, poświęcała mi czas na rozmowy, czasem na dość trudne tematy, wspierała i pomagała jak tylko mogła.

 Dziękuję również Pani B.
Od pierwszego spotkania coś nas łączyło. Zawsze wyciągała do mnie pomocną dłoń, pocieszała kiedy było źle, motywowała w chwilach kiedy nie mogłam uwierzyć w to, że coś mi się uda. Dziękuję, za obdarzenie mnie tak ogromnym ciepłem, za tyle pięknych słów, za poświęconą mi każdą chwilę, za to że drzwi biblioteki zawsze były dla mnie otwarte, dziękuję, za każdy uśmiech skierowany w moją stronę, który motywował mnie jeszcze bardziej.
 Dziękuję moja druga mamo za wszystko!

Dziękuję Pani D.
 Cudownej druhnie, dzięki której uwierzyłam w siebie, która podnosiła mnie na duchu, która wspierała w trudnych momentach.
 Dziękuję, za wypady do miasta, nawet te o nieodpowiedniej porze, dziękuję za ogromną troskę, za przypominanie o skarpetkach, za podwózki do domu, za ciepłe herbaty, pomoc.

Dziękuję Pani E.
 Cudownej trzeciej mamie!
To ona mi zaufała, pozwoliła zrobić mi z biblioteki miejsce magiczne, przyjazne jeszcze bardziej dzieciom. To ona podjęła się tego trudu utworzenia "MOLIKa".
 Dziękuję za zaufanie, wsparcie, każdą pomoc, nawet tę najmniejszą.
Chociaż w pewnych momentach było na prawdę ciężko to nigdy Pani nie pozwoliła mi się poddać i walczyła razem ze mną. Dziękuję!

Dziękuję również A, mojej przyjaciółce.

  Dziękuję za obecność przy mnie w najważniejszych chwilach, zawsze była przy mnie kiedy tylko tego potrzebowałam. Zawsze starała się mi pomóc, chociaż czasem jej nie chciałam, bo myślałam że poradzę sobie sama to ona stała i zawsze na mnie czekała. Dziękuję jej za ogromne wsparcie i każde słowa otuchy...
 

Dziękuję P. Ty już dobrze wiesz, że to o Tobie mowa.
 Dziękuję Ci, że byłeś przy mnie od samego początku. Zawsze mi pomagałeś, byłeś przy mnie pomimo wszystko, nigdy nie pozwoliłeś mi w siebie zwątpić. Zawsze motywowałeś mnie do pracy, rozmawiałeś ze mną kiedy tylko tego potrzebowałam. Chociaż pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mi pomogłeś w różnych chwilach to i tak dziękuję. Bardzo. Za wszystko.

Dziękuję M.
 Pojawiłeś się w moim życiu nagle. Bardzo szybko się jakoś do siebie przywiązaliśmy i sobie zaufaliśmy, poświęciłeś mi strasznie dużo czasu na wysłuchanie mnie. Pomagamy sobie wzajemnie. Zawsze byłeś i jesteś w ważnych dla mnie chwilach. Dziękuję Ci bardzo za tyle rozmów po nocach i wsparcie.

Dziękuję K.
  Bardzo pomogłeś mi w pewnych momentach.
Dzięki mój mały "psychologu"

Jest jeszcze G. Wiesz, że to o Ciebie chodzi słońce.
 Dziękuję Ci, że byłaś i jesteś nadal. Pomimo, że tak dużo nas już podzieliło tak dużo razem przeszłyśmy tych dobrych i złych chwil, to zawsze byłaś. Dziękuję, za tyle słów, za spędzony czas. Za to, że co by się nie działo byłaś, pomagałaś i wspierałaś. Dziękuję!

 Na końcu chciałabym podziękować Pani Monice A. Oleksa.
   Dziękuję, za ogromne słowa motywacji, za wsparcie, spędzony miło czas, ciepłą herbatę i piękny uśmiech w moją stronę. To dzięki Pani odważyłam się wyjąć teksty z "szuflady" i pokazać je światu. Dziękuję!

  Żadna z wyżej wymienionych osób nigdy we mnie nie zwątpiła i to jest piękne...
 Dziękuję wszystkim jeszcze raz, za wszystko!
 Premiera tej książki to najlepsze co mnie do tej pory spotkało :)
 

 Kończąc już, chciałabym życzyć
każdemu mojemu czytelnikowi,
i każdej z wyżej wymienionych osób
dużo sukcesów i wiary w siebie.
Pamiętajcie!
Wiara w siebie to najważniejsze,
ze wszystkiego!
Bez niej nie zajdziemy daleko.

8.07.2017

Jeżeli nie ty? To kto? Drugi post "motywujący"

 Nie było mnie tu... bardzo długo. Moja najdłuższa przerwa od pisania. Ostatni post był w marcu, tak, przyznaję się, zaniedbałam bloga, nawet bardzo, ale... Przez ten czas strasznie dużo się zmieniło, aż chyba za dużo...
  

Kiedy wszystko idzie tak, jak trzeba, a każde przedsięwzięcie kończy się sukcesem – nasza czujność powoli usypia. Im dłużej trwa dobra passa, im większy splendor jest naszym udziałem, tym trudniej przychodzi nam zachować spokój i pogodę ducha, kiedy coś się nie uda. A to przecież podstawa – umieć „wytrzymać”, kiedy coś nie wyjdzie. Zacisnąć zęby, nie zniechęcić się, spokojnie rozważyć wszystkie „za” i „przeciw” – i spokojnie, odważnie spróbować jeszcze raz. I jeszcze, i jeszcze.  Do skutku. A najważniejsze – nie przyjmować krytyki jak wyroczni. Naprawdę! 

Z grupą znajomych z klasy postanowiliśmy zrobić wystawę naszych prac, wykonanych na warsztatach fotograficznych. I wszystko było naprawdę wspaniale. W  życiu nie czułam się tak doceniona. Przybyli goście nie mogli się nas nachwalić: że tacy młodzi, a im się chce, że naprawdę fajnie, że pomysłowo. Przedsionek nieba prawie.
A potem przyszedł L. i jego koledzy. Profesjonaliści, znawcy i koneserzy. Absolutnie doskonali i wspaniali. I się zaczęło. „Wojtek, widziałeś? No, normalnie porażka!” „A zobacz tutaj, no nie wierzę, jak to można było pokazać ludziom!” 
Dowiedzieliśmy się, że wystawa jest do niczego, że nie ma na co patrzeć, że to totalna amatorska robota i nie warto w ogóle poświęcać na nią czasu.
Skamienieliśmy. 
A wtedy podszedł do nich pewien starszy Pan.
„Widzę, że znacie się na zdjęciach. A możecie nam powiedzieć, co tak naprawdę nie podoba się Wam na tych fotografiach?” 
Zapadła cisza. Starszy Pan nie odpuszczał: „ To jak, chłopcy, powiecie nam, co jest nie tak z tymi zdjęciami?”
Nikt nie doczekał się odpowiedzi.
L. i jego koledzy bez słowa odwrócili się na pięcie i wyszli. Wszystko wróciło do równowagi.

Zawsze i w każdej sytuacji może znaleźć się ktoś, komu się coś nie spodoba. Ale powiem wam, że nie warto się przejmować głupimi docinkami innych. Zwłaszcza – niektórych innych. Ludzie zawsze będą gadać, co byś nie zrobił. Jak będziesz bogaty, miał super ubrania, , będą cię nazywać snobem. Jak będziesz się ubierać w skromne ciuchy i nie będziesz mieć za dużo pieniędzy, to powiedzą, że jesteś leniwy i nie chce ci się zarobić.  Albo, że „taka karma”.
Uwierz mi, nie warto tego słuchać, bo mówią to ludzie, którzy sami nigdy nie zdobyli tego co chcieli, którzy nigdy nie odważyli się spełnić swoich marzeń, którym coś nie wyszło w życiu i się poddali, którzy po prostu ci zazdroszczą i mają tak nudne życie, że szukają rozrywki w cudzym... Nie warto, serio.
Słuchanie opinii takich osób nic ci nie da. Zdecydowanie nic!
Pokaż wszystkim, całemu światu i sobie, że jesteś ponad to. Że znasz swoją wartość i że masz odwagę dążyć do wyznaczonych sobie celów mimo wszystko.
Nieważne kim jesteś, problemy zawsze będą częścią twojego życia, ale... nie możesz pozwolić, aby stały się całym twoim życiem. W życiu czasami trzeba przejść przez burzę.
Skup się na swoich marzeniach! Skup się na tym, jak możesz je spełniać. Nie ma znaczenia, co przytrafiło ci się w przeszłości. Życie przeszłością i rozpamiętywanie jej w nieskończoność to jedno z najgorszych rozwiązań. 

Jeżeli nie ty, to kto? Jeżeli nie teraz, to kiedy?


  
Popatrz... Tam gdzieś są twoje marzenia , rzeczy które zawsze chciałeś zrobić, miejsca które zawsze chciałeś odwiedzić. Zawalcz o to! Zawalcz o swoje lepsze jutro, zawalcz o to o czym marzysz, wiem, że cię na to stać, potrafisz to zrobić, potrafisz się podnieść, ruszyć tyłek z kanapy, założyć lekki ciuch i wybiec z domu pracując nad nową formą. tak, wiem że cie na to stać. Wiem, że stać cię również na inne, cięższe rzeczy. Uwierz mi, że jeżeli nie będziesz dążył do spełnienia swojego marzenia, nigdy to nie nastąpi. Nikt inny za ciebie tego nie zrobi, musisz walczyć o to sam. Po ciężkiej, męczącej walce o to, siądziesz na kanapie w chwili spokoju i powiesz... "Tak! W końcu mi się udało! Po tym wszystkim jestem szczęśliwy!"
  Tak będzie, na pewno, mogę ci to zagwarantować, ale tylko w momencie kiedy sam będziesz tego chciał i o to walczył. 

Te wakacje należą do mnie, mam tyle planów do spełnienia, że w pewnych momentach sama w siebie nie wierzyłam, ale wiem, że stać mnie na to, żeby to wykonać. Stać mnie na bardzo dużo i mam nadzieję, że w końcu pokażę tym którzy tak gadali, że jest całkiem inaczej niż oni mówią.


Kończąc już...
Trzymam mocno kciuki,
wiem że się uda!
Do następnego.
Powodzenia !!❤



21.03.2017

Czuje dziwne uczucie, taka pustka, pierwszy raz. Zastanawiam się o co chodzi, czy coś ze mną nie tak? Czegoś mi brakuje, czegoś potrzebuje, ale sama nie wiem czego.
Mijają dni, chodze jakaś smutna, bez życia, brak uśmiechu. Każdy pyta co się dzieje a ja odpowiadam że "nic, co ma się dziać? Jest dobrze"
Każdy dzień jest taki sam. Ponury, cichy, monotonny. Brak w nim jakiegokolwiek życia. Od jakiegoś czasu jestem inna, każdy to widzi i pyta, a ja chyba mam dość, wiec postanawiam wziąć się za siebie i chociaż udawać ta szczęśliwa.
 Kogoś mi brakuje, ale to nic, przecież ja jestem szczęśliwa, uśmiecham się, już jest lepiej.
 Odejście bliskiej osoby jednak nie jest łatwe. Nagle jej nie ma, co się stało, dlaczego. Wszystko było dobrze, spotkaliśmy się, spędzaliśmy razem czas. Byliśmy tacy związani ze sobą, w sumie nadal jesteśmy ale już nie ma tej osoby przy mnie, już nie wróci i juz nie będzie jak dawniej. Źle mi z tą myślą. Już nie będziemy się spotykać, spędzać razem czas. Juz nie zobaczę tego pięknego uśmiechu, już nie usłyszę tych żartów.

 W moim życiu zapanował spokój, jak nigdy. Jest cisza,  już prawie nikt się nie odzywa, tak szczerze to nawet nie wiem dlaczego tak jest, po prostu, każdy się jakoś ode mnie odwrócił, nie ma ich i trudno, żyjemy dalej nie ma się coś załamywać.


 Ludzie są dziwni i tak, mówię to ja, zwykła nastolatka, która na tym świecie jest nie całe 15 lat.
 Ludzie są dziwni z wielu powodów. Jedni chcą zwrócić na siebie uwagę swoim płaczem,  ciągłym złym humorem, brakiem uśmiechu. Po prostu chcą żeby ktoś się nimi zainteresował. Spotkałam się z takim przypadkiem juz kilka razy, oczywiście że zainteresowałam się taka osoba, zapytałam co się stało ze jest smutna i zaproponowałam pomoc, myślałam że  potrzebuje pomocy ale nie, ona mnie odpychała,  mówiła ze jest dobrze i że nie potrzebuje pomocy. No dobra ale nadal jest smutna, nie rozumiem, człowieku nie rozumiem Cię. Jeżeli chcesz działać sam to działaj i nie mieszaj w to innych i nie prowokuj ich do tego żeby się martwili i pytali dlaczego jesteś smutny bo to bez sensu.
Następne czego nie rozumiem to uzależnienie się nad sobą. Nie rozumiałam tego i pewnie nie zrozumiem, ale wydaje mi się to całkowicie beznadziejne i bez sensu. PO CO TO ROBIĆ niech mi to ktoś wytłumaczy. Czy to w czymś pomaga?
Teksty typu "jestem we wszystkim beznadziejna, nic nie potrafię, do niczego się nie nadaje" itp są tak za przeproszeniem idiotyczne.
 Wmawianie sobie ze nikt się nie interesuje, że nikt nie zadzwoni, nie napisze, nie podejdzie i nie porozmawia tez jest beznadziejne. Fakt że każdy czasem tego potrzebuje. Każdy potrzebuje porozmawiania z innymi osobami bo to normalne, ale po co sobie to wszytsko wmawiać?
Posłuchaj mnie teraz...
Kiedyś też taka byłam, też chciałam żeby się ktoś mną zainteresował, żeby ktoś zadzwonił, napisał, podszedł i porozmawiał. Tak, tez taka byłam i tez tego chciałam, ale ogarnelam się w odpowiednim momencie albo pewna osoba przypadkiem mi pomogła, tak szczerze to nie wiem, ale wiem jedno. Od tamtego czasu jest lepiej.
Po co przejmować się innymi, po co słuchać opinii innych, po co. To jest tylko i wyłącznie Twoje życie i to ty będziesz decydował jak w nim będzie, nie marnuj go dla innych. Spełniaj swoje marzenia bo to najważniejsze.  Nie potrzebujesz gromady przyjaciół żeby być szczęśliwym, to szczęście może dać Ci nawet jedna osoba. To ona może przewrócić twoje  życie do góry nogami. Nie musi to być Twój chłopak czy dziewczyna, może to być przyjaciel lub zwykły internetowy znajomy. Może to być ktoś z rodziny. Może to być każdy.

 W swoim życiu walczysz o to aby to Tobie żyło się później lepiej, to dla siebie się uczysz, nie dla rodziców, rodziny, przyjaciół, tylko dla siebie. To nie dla innych spełniasz marzenia, to nie dla innych walczysz o to co dobre. Robisz to dla siebie, pamiętaj. Rób w życiu to co cie uszczęśliwia. Nie marnuj czasu na głupoty, na to co wywołuje smutek, na osoby które nie zasługują na twoją uwagę.
 Weź się w garść, wstań jutro do szkoły czy pracy z uśmiechem.
Podnieś się z łóżka i pomyśl: "To będzie mój dzień!" I zrob wszystko żeby tak było.
Przestań się w końcu martwić innymi osobami, przestań wszystkich uszczęśliwiać, przestań w końcu chodzić ze smutkiem na twarzy. Czas w końcu coś zmienić żeby było lepiej.

Kończąc już... Pamiętaj że to tylko Twoje życie i ty w nim robisz to co Ci się podoba i nikt nie ma prawa tego zmieniać ani się w nie wtrącać. Daj z siebie wszystko żeby było jeszcze lepiej niż jest. Pracuj nad tym a na pewno zobaczysz efekty. Przestań przejmować się innymi, bądź szczęśliwy mimo przeszkód i kłód rzucanych pod nogi. Pokaż wszystkim ze jesteś silnym człowiekiem!
Trzymam za ciebie kciuki! ♡

23.01.2017

Post dość motywacyjny:)

  Przyszedł styczeń, nowy rok, nowe postanowienia, plany, marzenia, cele.
Przypuszczam, że większa liczba osób mówiła "no nowy rok to pora wziąć się za siebie"
Nie ukrywam, sama tak powiedziałam, pomimo tego, że każdy mi mówił, że ja nie mam po co tu ćwiczyć, mam ładna figurę, brzuch, nogi, wszystko okej. Jednak mi nie wystarczało, powiedziałam, że będę ćwiczyć, niektórzy zaczęli się śmiać, inni wątpili, że mi się nie uda, że padnę po tygodniu jak nie po kilku dniach, jak połowa ludzi, którzy mówią że od stycznia biorą się za siebie.
 Nie reagowałam, wiedziałam, że mi się uda, na internecie znalazłam wyzwanie "30 dni przysiadów" stwierdziłam, że czemu nie, mogę spróbować, zaczynało się od 40 przysiadów a na 30 dzień miałam robić już 250. Kiedy pokazałam ten plan kilku znajomym zdziwili się, że jak ja dam radę zrobić 250 przysiadów w jeden dzień. No to nie czekając zaczęłam robić przysiady już 27 grudnia, tak dla siebie 40 przysiadów, na następny dzień zakwasy, ale pomimo, że bolało zrobiłam znów 40, robiłam codziennie po 40 nie zwiększając bo w sumie miałam zacząć 1 stycznia, no ale po co czekać.
Nawet w sylwestra, przed przyjściem znajomych, pomimo obowiązków ćwiczyłam, nie poddawałam się, pomimo tego, że nadal był ból i gadanie innych.
 Przyszedł ten 1 stycznia, pomimo zmęczenia robiłam, później następne dni i tak zgodnie z planem, oczywiście po drodze były dni odpoczynku. Obecnie jest 23 stycznia i robię 190 przysiadów, pomimo tego, że jeszcze moje wyzwanie się nie skończyło widzę efekty i jestem z siebie dumna.
 Do tego wszystkiego robię ćwiczenia na brzuch, ale nie codziennie, również i ty jakieś lekkie poprawki widzę. Nigdy nie wierzyłam w to, że zacznę ćwiczyć  i że w końcu wezmę się za siebie.
Komu nie powiem to "z czego ty chcesz chudnąć dziewczyno, że ćwiczysz" a czy ćwiczyć trzeba tylko wtedy kiedy ma się trochę kilogramów więcej? Chce ćwiczyć dla własnego zdrowia, kondycji bo od wiosny znów zacznę biegać, dla poprawienie swojego stanu, dla przyjemności i dla wyrobienia sobie mięśni. Nie mam jakiejś diety, jem to co zawsze, ale staram się jeść więcej owoców i warzyw. Robię sobie kanapki czy sałatki, lub koktajle owocowe. Myślę, że nie potrzebuję jakiejś specjalnej diety.

Podsumowanie:

 1.Jeżeli nie podoba Ci się swoje ciało, swój tryb życia, zmień to. Nie czekaj na rozpoczęcie nowego miesiąca czy poniedziałek żeby było to "ładnie" zaczęte. Zacznij od dziś. Nie pożałujesz na pewno. Na internecie jest dużo stron ze zdrową żywnością i przepisami, które nie są w cale skomplikowane. Jest dużo planów treningowych, własnie takich wyzwań których się podjęłam, a jeżeli nie pasuje Ci jakiś plan stwórz go sam, to nie jest trudne. Tylko zrób to z rozsądkiem, nie wymagaj od siebie na samym początku dużo, po woli a do celu, pamiętaj. 
2. Nie patrz na opinie innych. Ludzie zawsze będą krytykować, gadać i zazdrościć. 
 Bez sensu brać sobie słowa innych ludzi do siebie, to tylko Twoje życie i nikt nie może Ci nic zabronić, masz swoje zdanie, nie bój się postawić przed nimi. 
 Walcz o swoje marzenia, nawet jeśli wydają Ci się one nieosiągalne. 
Walcz do końca, walcz dla siebie bo to Twoje życie, nie zwracaj uwagi na  to co inni powiedzą bo to nie jest istotne. istotne są Twoje plany, marzenia i cele! 
Nigdy nie rezygnuj ze swoich marzeń tylko dlatego, że wymagają poświęcania i czasu. Czas i tak upłynie.


Mam nadzieję, że post się spodobał


 do następnego! ♥



20.01.2017

2017 :))

 "Przyszedł dzień, kolejny dzień, po dość długim czasie biorę notes z półki, wypadają kartki, schylam się i je podnoszę. Znów mi się przypomina, znów trzymam te kartki w ręku nad którymi jeszcze jakiś czas tamu lały się łzy, stwierdzam, że może jednak nadszedł czas aby ponownie przeczytać to co napisałam wcześniej i zastanowić się nad kolejnymi rzeczami... 
 Kartka numer jeden to ta z zaletami "Jestem przyjacielska, pomocna, nawet trochę utalentowana, nie jestem jakaś śliczna ale staram się jakoś traktować" na tym skończyło się ostatnio, a teraz mogę dopisać to, że dotrzymuje obietnic, jestem przy osobach które potrzebują pomocy i ich wspieram, wzięłam się za siebie, swoje ciało. Powoli dążę do celu, który sobie postawiłam. To chyba na razie tyle, odkładam kartkę na bok i biorę do reki następną... Druga kartka to moje wady, teraz patrząc na tamte, nie wiem czy je kreślić czy nie... Po chwili zastanowienia stwierdzam, że wolę to na razie zostawić, poczekam jeszcze trochę, nie jestem pewna czy chciałabym tu coś jeszcze napisać, teraz chyba już dążę do lepszego życia, te wady to... każdy posiada jakieś, nikt z nas nie jest idealny i nikt nie ma samych zalet. Nie ma człowieka bez wad! Zaczynam doceniać siebie, swój wygląd, ogólnie wszystko, pomimo tego jaka jestem traktuję siebie. Odkładam tę kartkę i biorę następną... Na tej kartce ostatnio ukazałam to co najbardziej lubię robić, więc uwielbiam pomagać ludziom, sprawia mi to przyjemność, lubię jeśććććć jeżeli to też się liczy :D Lubię brać udział w wyzwaniach ze znajomymi np "21 dni bez słodyczy" lub "30 dni przysiadów" dzięki czemu mam motywacje, muszę to wygrać, nie mogę się poddać, lubię stawiać sobie nowe cele i dążyć do nich, to coś pięknego kiedy widzisz wyniki swojej pracy na ciele, jesteś wtedy z siebie taka dumna.
Została mi ostatnia kartka, która ponownie spadła mi na podłogę, tak jakby nie chciała żebym coś na niej napisała. Fakt, nie lubię tej kartki, mam tu wypisać rzeczy, cechy, zachowania które mnie najbardziej dręczą, to co mnie najczęściej przytłacza, dołuje... Po przeczytaniu tego co napisałam ostatnio chyba nie mam nic więcej do dopisania, to co jest tam napisane nie zmieniło się jeszcze, ale już się wszystkim tak nie przejmuję, staram się skupić na sobie, nie na innych, już nie płaczę.
Przez prawie  trzy miesiące jednak się dużo zmieniło, moje podejście do świata, moje zachowanie, nawet mój charakter oraz trochę ciało :D
Zaczęłam doceniać siebie, innych, którzy przez ten cały czas przy mnie byli i to dzięki nim jednak dużo się zmieniło, zwłaszcza jednej osobie (Ty już wiesz, że to o Tobie ♥)
 Gdyby ktoś jeszcze z trzy miesiące temu by powiedział, że będę wręcz najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, któremu zacznie się układać i zacznie być wszystko okej wyśmiałabym go albo kazała mu zmienić leki.

 Nikt nie może nam powiedzieć co będzie za dwa lata, rok, miesiąc, tydzień, a nawet jutro. Nikt z nas tego nie wie. Każdego wieczoru możemy się tylko szykować na nowe wyzwania, nie możemy leżeć w łóżku dniami i nocami i rozpaczać nad swoim życiem, wyglądem, charakterem, nad sobą... Jeżeli chcemy coś zmienić nie czekajmy na poniedziałek, żeby tak pięknie wszystko zacząć, zróbmy to teraz, w tym momencie możesz wstać, przestać płakać, zebrać wszystkie swoje notatki, stare zdjęcia, rzeczy, zapakować do pudełka i po prostu wystawić za drzwi, niech przeszłość zostanie rzeczywiście za nami, nie żyjmy przeszłością ani przyszłością, żyjmy chwilą! 
 Jeżeli masz słabe oceny, wszystko zaczęło się walić i nie dałeś rady, spokojnie, to półrocze, teraz masz czystą wręcz kartę, weź się za siebie od samego początku, pracuj ciężko a zobaczysz efekty. Nie warto się przejmować, jeżeli Ci nie idzie to wszystko można poprawić, spokojnie :)

Wiesz... strata bliskiej osoby nie jest łatwa. Tak z dnia na dzień znika ta osoba z Twojego życia, ta myśl nie przychodzi Ci do głowy, wiem. Nie wyobrażasz sobie tego, że już jej nie zobaczysz, nie porozmawiasz, nie przytulisz się, kiedy pojedziesz do jej domu nie zastaniesz już tam nikogo, będzie cisza, każda jedna rzecz będzie Ci o niej przypominać, teraz wszystko będzie inne... Wiem, wiem nawet jakie to uczucie kiedy tracisz dwie osoby w przeciągu miesiąca... To nie jest łatwe, dla nikogo, to chyba najtrudniejsze, sama myśl, że już ich nie ma i nie będzie... Nie powiedziałam "żegnajcie" bo mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy... Ale nie możesz płakać, nie możesz się poddawać, oni nie chcieliby abyś była przez nich tak na prawdę smutna. Na pewno chcieliby, abyś dążyła dalej, żeby Ci się układało i żebyś się nie przejmowała... Teraz wszystko zacznij od nowa, przynajmniej spróbuj, nie pożałujesz... obiecuję!"



Pierwszy post w 2017 roku :)
Znów dość długi, ale pisany
jak najbardziej z serca post.
Życzę wam, aby ten rok
był jeszcze lepszy od
poprzedniego!
Dla przypomnienia
o co chodzi w tym poście
zapraszam do poprzedniego:)

Do następnego! ♥









 


7.11.2016

:)))


  "Nie chcę wychodzić z domu, nie chcę chodzić do szkoły, spotykać rówieśników. Chce zostać sama, całkiem sama, zamknięta w pokoju z kartkami i długopisem w ręce. Chce zostać!
Na jednej kartce napiszę swoje zalety, nie będzie ich dużo, na drugiej swoje wady, ich już trochę więcej, na trzeciej wypiszę co najbardziej lubię tego będzie odrobinka, na czwartej wypiszę to, czego nie lubię, nie cierpię, to co mnie dręczy, to co jest straszne. Wiesz? tego nie będzie jedna kartka, tego będzie więcej.
No więc moja pierwsza kartka... biorę ją do ręki, siadam na łóżku i staram się coś napisać.
Moje zalety... Jestem przyjacielska, pomocna, nawet trochę utalentowana, nie jestem jakaś śliczna, ale staram się jakoś traktować. Myślę nad zaletami.. kartka jest w ciąż nie wypisana... Nie potrafię! Nie potrafię! Nie widzę w sobie żadnych zalet!
 Odkładam kartkę na bok i biorę następną... Przyszedł czas na moje wady.. więc bez chwili zastanowienia wypisuję: "często nie umiem docenić siebie oraz innych, nie potrafię utrzymać kontaktów z ludźmi, często się kłócę, tracę przyjaciół, każdy odchodzi... nie mam bardzo dobrych kontaktów z rodzicami i bliskimi..." Znów lecą mi łzy, jak każdego wieczoru, ale nikt ich nie widzi, cieszę się. Biorę trzecią kartkę do ręki i piszę" uwielbiam pomagać ludziom, uwielbiam ich uszczęśliwiać, dawać prezenty, mówić miłe słowa, zawsze wiem kiedy są smutni, dlatego podchodzę i staram się ich pocieszyć, uwielbiam fotografię, to coś dzięki czemu potrafię przenieść się do innego świata, zapomnieć o wszystkim chodź przez chwilę, lubię ćwiczyć, sprawia mi to radość, każdy postęp, osiągnięcie to powód do uśmiechu" Po chwili kończy się moje wymienianie... co mam zrobić teraz?
Szczerze to nie wiem... siedzę i płaczę. Po jakimś czasie ocieram łzy i biorę następną kartkę do ręki... I tu zaczyna się najgorsze, coś przez co najczęściej płaczę, coś przez co najczęściej się nie uśmiecham, coś co mnie dołuje i przytłacza, coś o czym zazwyczaj nikt nie wie...Ledwo co trzymam długopis w ręku, ale pomimo to piszę z myślą, że może dzięki temu mi ulży...
"Zacznijmy od tego, że nie mam dobrych kontaktów z rówieśnikami, co jest chyba najgorszą rzeczą, nie mam dużo znajomych, przyjaciół, każdy twierdzi że jestem inna, zła, głupia. Kilka razy spotkałam się z wyśmianiem, poniżeniem. Na początku nie zwracałam specjalnie uwagi, myślałam, że to przejdzie i wszystko powróci do normy. Znów będzie jak dawniej, będę uśmiechnięta, będę mieć znajomych, będę chodzić na zajęcia, ale myliłam się, nie wróciło to do normy i już pewnie nie wróci, nie chcę już chodzić na zajęcia, nie sprawiają mi one przyjemności, kiedy na każdym kroku spotykam się z krytyką "ty to źle robisz! zejdź z boiska, idź stąd!" Po pewnym czasie już mam dość, nie chcę i nie będę... Niby byłam odporna na krytykę, ale wszystko się zmieniło. Ludzie są straszni, nikt nie potrafi Cię docenić, pochwalić, zawsze jesteś ta najgorsza, ta zła...
 Drugi problem? Wszystkim się za bardzo przejmuję. Każde słowo, gest.. wszystko biorę do siebie. To uciążliwe, ale to ja i już nie da się chyba tego zmienić. Kiedyś było inaczej, pokłóciłam się z kimś to myślałam, że wszystko się ułoży i po chwili będzie dobrze, nie zwracałam uwagi na słowa. teraz jest inaczej, nawet po kłótni z rodzicami. Każde słowo biorę do siebie po czym biegnę do pokoju i płaczę, zdarzają się noce kiedy prawie w ogóle nie śpię. To mnie przytłacza, tak bardzo wszystkim się przejmuję, ale chciałabym zostać chociaż raz pochwalona, chciałabym być doceniona. Nie jestem i pewnie nie będę.
 Zawsze chciałam mieć dobre oceny, być utalentowana, chciałam wrócić do domu z uśmiechem i powiedzieć mamie, że dostałam 6 ze sprawdzianu, a tak? Przychodzę do domu i następna 2 czy 3.
Talent? Jeżeli fotografia to jakiś talent to tak, mam talent, ale jeżeli nie to nie mam.
Chciałabym ładnie śpiewać, rysować, tańczyć czy cokolwiek, ale nie potrafię. Chciałabym być tą mądrą dziewczyną z IIb,a le też nie potrafię... Na tym kończy się już chyba moje wypisywanie, chociaż gdzieś w myślach mam jeszcze kilka rzeczy, które bym wypisała, ale.. stwierdzam, że zostanie do dla mnie, może kiedyś znów wezmę te kartki i coś dopiszę, może zdarzy się dzień kiedy wezmę kartkę z zaletami i zacznę na niej pisać? Byłabym szczęśliwa, nie chciałabym już brać tej ostatniej kartki i dalej pisać o tematach, które są nie miłe.
Biorę swój notes, który mam najczęściej przy sobie, otwieram go i wkładam kartki do środka. Już po! teraz mogę iść spać... Odkładam notes na miejsce, biorę ulubioną małą poduszkę i gaszę światło.. To już pora na mnie :) "


fot: zapiskiznotesuwm

Myślę, że to nie było bardzo nudne,
ale na pewno trudne
dla mnie do napisania.
Podziwiam osoby które dotrwały do
samego końca!
♥♥♥
^jeżeli masz jakiś problem, chcesz popisać, pogadać możesz śmiało do mnie napisać na
 fb: Wika Michalak, tylko uprzedź wcześniej, że jesteś z bloga :) 
Lub na e-mail: xyzw@op.pl. 
Chętnie Ci pomogę! ♥
Do następnego! ♥

29.08.2016

Po dwóch miesiącach przerwy...

 Dzisiaj chyba w końcu przyszedł czas... w końcu zasiadłam za biurkiem, włączyłam komputer, zebrałam myśli i zaczynam pisać. Po dwóch miesiącach nieobecności wracam... Znając życie nie jest to powrót na bardzo długo, bo już za kilka dni powrót do szkoły. Posty będą pojawiać się różnie.
Dlaczego dopiero dzisiaj zabrałam się za bloga?
 Miałam już kilka takich chwil "No to w końcu ten dzień, zasiadam i biorę się do pracy..." Ale nic z tego nie wychodziło. Ciągle czegoś mi brakowało... tej chęci... chęci do pisania... bo przecież każdy z nas ma taki czas w życiu, kiedy chce poukładać sobie życie, wszystkie myśli, plany na przyszłość. Ja własnie taki czas miałam, akurat były to wakacje, czas wolny od tych całych obowiązków, wstawania rano, uczenia się, odrabiania lekcji. W końcu mogłam odpocząć od całego tego zamieszania. Od tego hałasu na przerwach, od niektórych ludzi... ale już za dwa dni znów to powróci... znów trzeba będzie wstawać rano... chodzić tam w słoneczne jak i ponure dni, kiedy najchętniej wszyscy zostalibyśmy w domach, od kołdrą z kubkiem ciepłej herbaty i poczytalibyśmy jakąś ciekawą książkę. Niestety...  znów nasi rodzice będą od nas słyszeć codziennie "ja nie chce już chodzić do tej szkoły! kto to w ogóle wymyślił! Chce zostać w domu! mamo.. proszę" Znów będą musieli wysłuchiwać tych wrzasków podczas odrabiania prac domowych...
 Moi rodzice kiedyś mnie zapytali "co się z Tobą dzieje? Byłaś inna" Drodzy rodzice, jeżeli osoby dorosłe mnie tu czytają to to fragment postu dla was :)
Wasze dzieci dorastają. Tak, wiem.. dopiero zmienialiście pieluszki, uczyliście chodzić i mówić swoje dziecko, a teraz samo wychodzi do szkoły, robi sobie kanapki, uczy się, planuje sobie przyszłość. To wszystko mija tak szybko... Ludzie się zmieniają, z każdym dniem jesteśmy coraz bardziej inni. Bliscy nie poznają naszego zachowania, wyglądu.
 Każdy nastolatek się zmienia! Najbardziej chyba od czasu kiedy pójdzie do gimnazjum. To nowe otoczenie, nowi znajomi, nauczyciele. To wszystko nas zmienia, stajemy się bardziej samodzielni bo w gimnazjum każdy próbuje przetrwać sam. Pod wpływem takiego stresu, bo to nowa szkoła nigdy nie wiemy jacy będą nauczyciele, czy ktokolwiek nas polubi musimy sobie dać radę! Każdy nastolatek idący do gimnazjum jest inny niż kiedy wychodzi ze szkoły już prawie jak dorosły.
 Więc drodzy rodzice, wiem że wychowanie dzieci jest trudne, czym starsze tym trudniejsze, ale.. spróbujcie zrozumieć chociaż troszkę nas. Dojrzewających nastolatków, którzy chcą poznawać dalej świat, którzy są ciekawi przyszłości :) Zmieniliśmy się, bo każdy się zmienia, Wy też :) 
Ja jako nastolatka, wiem po sobie jak bardzo zmieniło mnie gimnazjum na lepsze i na gorsze, ale... cieszę się, że jeszcze zdążyłam poczuć na swojej własnej skórze jak to jest w tak młodym wieku pojąć dość ważną decyzję w swoim życiu, bo już teraz... kiedy przyszłam do gimnazjum próbuję ustalić sobie to co będę robić w przyszłości... Po trochu, ale jednak :)
 Może i nie chodziłam do 8 klasowej szkoły, ale moje zdanie jest jedno i nie zamierzam go zmieniać:
"Bardzo dobrze, że powstało coś takiego jak "gimnazjum" Dzięki temu poznałam nowych ludzi, nowych nauczycieli, podejmuję już po trochu decyzje, które będą się za mną ciągnąć aż do dorosłości. Przeszłam do nowego środowiska i bardzo się cieszę! teraz nie wyobrażam sobie siedzenia jeszcze dwa lata w tej samej szkole, a później nagle taki skok i już liceum... gimnazjum jest dobre, oczywiście że ma swoje dobre i złe strony, ale moim zdaniem dobrze, że coś takiego powstało" :)
photo: zapiskiznotesuwm

To tylko moje zdanie
i proszę nie brać tutaj wszystkich 
słów do siebie :))
Ale jestem ciekawa jaka jest 
wasza opinia i jak 
podobał wam się post po 
tak długiej przerwie.
Pozdrawiam bardzo wszystkich ♥
Do następnego!♥♥